Ulubieni bohaterowie z dzieciństwa – subiektywne zestawienie

Ulubieni bohaterowie z dzieciństwa – subiektywne zestawienie

Dzieciństwo po latach staje się taką szkatułką pełną wspomnień, marzeń na różnych etapach niespełnienia, doświadczeń, zaskoczeń i odkryć. Jest zamieszkała przez tłumy postaci prawdziwych i wymyślonych, które to mają ze sobą dużo wspólnego, że w jakimś stopniu nas ukształtowały. Pośród nich większy lub mniejszy tłumek stanowią postaci literackie, które stały się dla nas kimś ważnym – fantomem przyjaciela, inspiracją, wzorem lub po prostu sympatyczną istotą dającą odetchnąć lub przeżyć coś ekscytującego poza własnym życiem.

Próba przedstawienia kilku najważniejszych, najulubieńszych postaci literackich z okresu dzieciństwa nie może chyba zakończyć się pełnym sukcesem. Zbyt wiele spraw pozostaje po latach mglistymi wspomnieniami lub trwa w nas jedynie jako nieuświadomiona przyczyna jakiejś opinii, lęku czy przyzwyczajenia. Poza tym w „szkatułkach” panuje często rozgardiasz, a postaci bywa tak wiele, że trudno podjąć decyzję kogo uczynić reprezentantem innych. Ja ułatwię sobie nieco zadanie ograniczając się do książek przeczytanych do dziesiątego roku życia, wydaje mi się bowiem, że to właśnie te najwcześniejsze lektury pozostają w nas najgłębiej.

Adaś Cisowski
„Szatan z siódmej klasy” to bodaj pierwsza książka podebrana przeze mnie z półki starszego brata. Przez niego nie doceniana jak należy, a dla ośmiolatki mająca powab lektury dla „starszych”. Zrazu dziwna, szybko jednak stała się jedną z najukochańszych książek, do których wracam również dziś. Choćby przez język pełen „łagodnych wariatów” i cudnych nazwań na ludzkie przywary, które tym samym stawały się urokliwym rysem charakteru.
Adam Cisowski to bezapelacyjnie jedna z najważniejszych postaci mojego dzieciństwa. I pierwsza miłość. Taki inteligentny, mądry, kulturalny, bystry i grzeczny. Wszystko umie, wszystko wie, zawsze pomoże. I z jaką swadą i spokojem rozwiązuje zagadki! Ideał!
Adaś ponadto pochodzi z pewnego porządku świata, gdzie łotrostwem parają się niegodziwcy, a w naturze zwykłego człowieka nie ma miejsca na nieuczciwość, co najwyżej na słabości. To również czyni Adama pociągającą postacią. Daje pewne poczucie bezpieczeństwa, z tęsknoty za którym rzadko się wyrasta.
Wersja filmowa Adasia z roku 1960 również nie zawiodła, choć tam moje serce podbili przede wszystkim profesor Gąsowski i jego brat. Ale to już inna para kaloszy.

Ambroży Kleks
Wedle moich subiektywnych obserwacji Pan Kleks jest pamiętany głównie z wersji filmowej „Akademii Pana Kleksa”. Piotr Fronczewski nieco ujarzmił tam postać Ambrożego Kleksa, czyniąc go uroczym i ciepłym opiekunem. Jakkolwiek mam ogromny sentyment do filmowego Kleksa, to nie oddaje on niesamowitości postaci stworzonej przez Jana Brzechwę.
Bowiem właściciel i wykładowca niesamowitej Akademii, imć Ambroży Kleks, to persona absolutnie dziwaczna i niepokojąca. Gdy czytałam losy Adasia Niezgódki po raz pierwszy, uderzył mnie pewien demoniczny – jak dziś bym go nazwała – rys osobowościowy pana Kleksa. Trochę się go bałam, a jednocześnie wiele bym dała wówczas za choć kilka dni w jego szkole. Już sama możliwość wejścia do dowolnej bajki z terenu szkoły, otwierała niezwykłe perspektywy. A Kleks jako strażnik bajek i „sekretów” z najwyższego piętra Akademii, nieodgadniony, jakby uwikłany w coś tajemnego, coś nie dla oczu dziatwy – trudniejszy może do pokochania, ale o ile ciekawszy.

Ania Shirley
Tu nie będę oryginalna – „Anię z Zielonego Wzgórza” czyta niemal każdy podlotek z zachwytem, którego zwykle nie wyzbywa się dorastając. Ta klimatyczna i zabawna książka wciąga w świat urokliwy i współgrający z dziewczęcą wrażliwością. A Ania? Anią byłyśmy/jesteśmy wszystkie – głowa pełna marzeń, życie pełne pomyłek i nieporozumień. Ach, jak łatwo odnaleźć się w nieszczęściach biednej sieroty, jak łatwo identyfikować się z jej urokiem, romantyzmem i zaletami charakteru! I przyjemnie się z niej trochę pośmiać. Pod każdym względem idealna postać dziewczęca.
Filmowa wersja Ani, ta kultowa z lat osiemdziesiątych, to przykład ekranizacji niemal idealnej. I idealnego ożywienia postaci – Megan Follows to prawdziwa Ania.

Lisa, Britta, Anna, Lasse, Bosse, i Olle
Dziewczęta i chłopcy z niezapomnianych „Dzieci z Bullerbyn” nie mają w sobie niczego niezwykłego – to po prostu przemiłe, dobrze wychowane dzieciaki (zwłaszcza dziewczęta) ze Szweckiej wioski. Zwyczajność ich świata i ich samych pozwalają jednak łatwiej identyfikować się z nimi. Tak też wszystko, w co Astrid Lindgren uzbroiła Bullerbyn i okolice – stogi siana, rzeka, pola, domy, sad – w mojej głowie miało swój odpowiednik w podlaskiej wiosce moich dziadków, gdzie spędzałam każde wakacje. Również w spotkanych tam dzieciakach dopatrywałam się podobieństw do Lisy lub jej przyjaciół. Zabawy były podobne, spory i argumenty w „walce płci” równie głupiutkie. Tak, Astrid Lindgren znała dzieci.

Filonek Bezogonek
„Przygody Filonka Bezogonka” to pierwsza „gruba” książka jaką przeczytałam samodzielnie. To opowieść o kotku, któremu krótko po narodzinach szczur odgryzł ogonek, przez co inne koty straszliwie dokuczały malcowi. Filonek trafił ze wsi do miasta, pod opiekę rozsądnej dziewczynki, większość jednak swoich przygód przeżywał oddalając się od swojej opiekunki.
Ten kociak zawładnął moją wyobraźnią na długo. Tony emocji i litry wylanych łez nad przykrościami i niebezpieczeństwami czyhającymi na małego Filonka upewniały mnie w przekonaniu, że na świecie nie jest tak idealnie, skoro nawet małego kalekiego zwierzaka spotykają takie niesprawiedliwości. Jednocześnie świat ludzi opisany w książce, zdawał się bardziej ułożony, bezpieczniejszy. Powyższe obserwacje doprowadziły mnie do przekonania, że małe kotki powinny pozostawać pod ścisłą opieką ludzi.

Niebieska Dziewczynka
Jest taka bohaterka, o której nie napisano wielkiej powieści, a jednak skromna forma, w jakiej ją zamknięto, okazała się wystarczająca do odciśnięcia wyraźnego i długotrwałego śladu w dziecięcym świecie wyobraźni. Mam na myśli tytułową Niebieską Dziewczynkę z niezwykle klimatycznej książeczki autorstwa Janiny Porazińskiej, wydanej w pamiętnej serii „Poczytaj mi mamo”.
Niebieska Dziewczynka to postać narysowana przez małego chłopca, która w nocy wymyka się z kart otwartego zeszytu i wyskakuje przez uchylone okno. I to właśnie jej ożycie, ucieczka i wędrówka w świetle księżyca obudowało tę istotkę czymś tak czarownym, że noc traciła swoją straszliwość a zyskiwała pogodną tajemniczość.

Karolcia
Dzieciaki lat osiemdziesiątych z pewnością pamiętają serial dla dzieci i młodzieży „Janka”, w którym tytułowa bohaterka miała pierścień spełniający jej życzenia. Albo animowaną serię „Zaczarowany ołówek” o szczęśliwym posiadaczu magicznego ołówka, który ożywiał przedmioty nim narysowane. Takich czarodziejskich przedmiotów opowieści znają więcej, dla mnie najważniejszą literacką opowieścią tego typu była „Karolcia” autorstwa Marii Kruger.
Tytułowa Karolcia miała koralik spełniający życzenia. Oj tak, marzyłam o takim koraliku równie mocno jak o pierścieniu Janki i zaczarowanym ołówku. Karolcię podziwiałam za odwagę i spryt, gdy chowała koralik przed złą czarownicą. Nieustannie też zastanawiałam się, co ta czarownica zrobiłaby biednej dziewczynce, gdyby odebrała jej koralik.

Muminki
Książki Tove Janson kierowane do dorosłych czytelników są połączeniem surowości, artyzmu i ciszy. Jej seria o Muminkach również takim rysem została dotknięta, choć wyświetla świat za pomocą innych obrazów i innych barw. Zresztą Muminki w pierwotnym zamierzeniu autorki podobno nie miały być dla dzieci. Tak się jednak złożyło, że północne trole zasiedliły moją dziecięcą biblioteczkę.
Muminków trochę się obawiałam. A właściwie ich świata, a one same tylko poprzez pokrewieństwo z nim wywoływały jakiś niepokój. Janson nie omieszkała przedstawić tu wizji katastroficznych, powodzi, czy strasznej istoty zamykającej w sobie największe lęki – Buki. Buka zresztą towarzyszyła naszym dziecięcym zabawom i żartom. Mawialiśmy: „przyjdzie Buka i cię zje”. Mianem „Muminka” natomiast obdarzyliśmy jedną z koleżanek, zupełnie już nie pamiętam dlaczego.
Muminki, mimo pewnej tajemniczości i niepokoju jaki potrafiły wywołać, zaskarbiły sobie pewną sympatię. Szczególnie Tatuś Muminka, który podbił mnie swoim umieraniem na katar w tomie „Pamiętniki Tatusia Muminka” – ten dziwaczny świat bowiem nie był pozbawiony humoru.
Inną ważną postacią z serii o Muminkach, choć innego „gatunku”, jest Włóczykij, którym każdy chyba chciał być. Wolny, niezależny, posiadający jakiś głęboki spokój i wiedzę. Czasem wydawało mi się, że on jeden – choćby z racji częstych podróży – ma większe pojęcie o tym co się dzieje w świecie Muminków. I nie chce nikomu powiedzieć.

Mary Lenox
„Tajemniczy ogród” F. H. Burnett to jedna z najciekawszych książek dla dzieci. Burnet w swoich powieściach pozwala dzieciom zaznać okrucieństwa świata, by następnie pokazać im przestrzenie, w których można znaleźć spokój i szczęście. W „Tajemniczym ogrodzie” weszła na wyżyny – zarówno w tworzeniu klimatu, jak i konstruowaniu postaci. Nie wiem zresztą, czy jedno bez drugiego równie dobrze by funkcjonowało. Surowy klimat Anglii i samotne, oddzielne zupełnie dziecko – czynniki stworzone dla siebie. A pośród tego jakiś zalążek raju, który to dziecko odkryło, zagarnęło i ożywiło.
Bohaterka „Tajemniczego ogrodu”, Mary Lennox to dziewczynka krnąbrna, przykra i samolubna, jednak podczas ożywiania ogrodu przechodzi pewną metamorfozę. Nie zmienia się w radosnego aniołka, nabiera natomiast nieco ogłady i szacunku do ludzi. Postać pozytywna i główna bohaterka, która nie zawsze wzbudza sympatię, to pewna pociecha dla impulsywnego małoletniego czytelnika. Mary pozwalała podejrzewać, że nie zawsze koniecznie należy być miłym i potulnym, że czasem trzeba walnąć pięścią w stół – wszak w ten sposób można na przykład uratować użalającego się nad sobą chłopca.

Kubuś Puchatek
Kubuś Puchatek to najsłynniejszy miś świata, na podstawie którego rozmyślań powstały książki filozoficzne, doszukujące się w jego postawie taoizmu. Jakiejkolwiek szkoły filozoficznej wyznawcą by nie był, Puchatek niewątpliwie wie, czego chce, choć nie zawsze umie to zdobyć. Jest poniekąd hedonistą – ale tak uroczym i safandułowatym, że trudno mieć mu to za złe.
Kubusiowi towarzyszy plejada przyjaciół o bardzo wyrazistych, acz zaburzonych osobowościach – tchórz, pedantyczny zrzęda, czy lekkomyślny pyszałek.
Uwielbiałam, czytałam wielokrotnie, bardzo poprawiał mi nastrój i pozwalał dla odmiany odnaleźć w tych postaciach cudze przywary miast utożsamiać się z nimi. I choć wytwórnia Disneya stworzyła całkiem uroczą wersję Kubusia, jakoś nie dostawał on do wersji Milne’go i nigdy nie zastąpił książki.

Powyższa lista nie jest kompletna. W szeregu ustawiają się już Lucy Paevencie, Ewa Tyszowska, Pan Twardowski, Kopciuszek, a za nimi pokaźny tłumek innych. Sympatie w dzieciństwie miałam czasem nietypowe i dziś nie do końca rozumiem co mnie urzekło w Ambrożym Kleksie czy panu Twardowskim i na jakich prawach mój pokój dziecięcy zasiedlały wyobrażenia Śpiących Rycerzy czy Świtezianki. Wspominając, sama się sobie dziwię i uśmiecham na myśl o własnych dziecinnych upodobaniach. Nie ze wszystkiego się wyrasta.
A wy kogo spotkacie, gdy otworzycie własne szkatułki?

Iwona Ladzińska

Dodaj komentarz

Close Menu