Ratujmy Florę

Ratujmy Florę

Moje dzieci kochają zwierzęta. Dlatego podsuwam im ciekawe filmy związane z braćmi mniejszymi: te przyrodnicze i bardziej fabularne. Tymże ostatnim jest film o przyjaźni wielkiej jak słoń, czyli „Ratujmy Florę”.

Tak naprawdę film jest dramatem rodzinnym skupiającym się na podróży młodej dziewczyny, która ma eskortować swojego 56-letniego słonia z zapaleniem stawów do rezerwatu przyrody. Słonie cyrkowe nie mogą przecież rozsiąść się na kanapie – przestają pracować w cyrku to coś trzeba z nimi zrobić. Choć ojciec (Henry Arquette) bohaterki, Dawn, w którą wciela się Jenna Ortega, chce wysłać słonia do rezerwatu, nie ma pieniędzy na przetransportowanie go do niego. Dziewczyna boi się, że zwierzę zostanie uśpione, wpada więc na pomysł, że pójdzie z nim do rezerwatu pieszo!

W rolach głównych poza Jenną zobaczymy też Davida Arquette, Toma Arnolda i Leonor Varela. Scenarzystą i reżyserem jest Mark Drury Taylor, debiutujący w tej drugiej roli. I to widać, bo scenariusz nie jest zbyt dobrze napisany. Także aktorzy są dość mało wyraziści, ale pochwalę obsadę i ekipę za to, że wciąż starają się dać filmowi wszystko, co mają. Film zdecydowanie ma potencjał i nie ubarwia niczego, przez co spokojnie może go oglądać mały widz. Seans stwarza możliwość rozpoczęcia dyskusji na temat praw zwierząt. Miłość i starania, przez które postać Ortegi, Dawn, ratuje swojego słonia, są inspirujące, podobnie jak miłość Henry’ego Arquette’a do swojej córki.

W przeciwieństwie do innych podobnych filmów wysokobudżetowych, które mogą być postrzegane jako tani skok na kasę, „Ratujmy Florę” bardziej interesuje się swoim szczerym przesłaniem o szanowaniu i kochaniu zwierząt niż zbijaniu kasy.

Niekoniecznie polecałbym seans wszystkim, ale powiem, że dzieciom w wieku 4-6 lat mogą się podobać spotkania z rodzinami. Film ma bardzo czyste intencje informowania widzów o tym, co dzieje się ze zwierzętami cyrkowymi, gdy nie mogą już dalej występować, i opowiada się za potrzebą uniknięcia potencjalnego okrucieństwa wobec zwierząt.

Największym jednak (dosłownie!) aktorem i zwycięzcą filmu jest Tai, słoń grający m.in. w głośnym filmie „Woda dla słoni” z Reese Witherspoon i Robertem Pattinsonem. Jest niewiarygodnie dobrze wyszkolony na polecenia i bardzo dobrze czuje się w pobliżu Ortegi, więc bardzo łatwo jest uwierzyć, że istnieje między nimi związek. W Hollywood mówi się, że nigdy nie powinno się pracować ze zwierzętami ani dziećmi, ale Taylor był w stanie pracować z obydwoma i ostatecznie robi to, co musi, aby jasno przekazać przesłanie filmu.

Ogólnie film niekoniecznie musi być doskonały. Mojej córce się nie podobał, bo… płakała jak słoń był smutny. Na takie uczucia u dzieci też trzeba na tym seansie uważać. Myślę jednak, że młodszym dzieciom spodobają się próby humoru zawarte w filmie. Dorośli docenią ogólną pro-zwierzęce przesłanie, jakie ma do zaoferowania film. Co więcej, jest to doskonała okazja, aby uczyć widzów delikatną i ważną tematykę traktowania zwierząt cyrkowych. Mam nadzieję, że ostatecznie widzowie wezmą to sobie do serca tak głęboko, jak zrobili to filmowcy.

TRAILER FILMU

Autor recenzji: Monika Kilijańska

Dodaj komentarz

Close Menu